17 kwietnia 2016

I znów troszkę o sypialni...

Chyba zrobiłam się monotematyczna z tą swoją metamorfozą sypialni, ale cóż poradzę? Dziś zwrócę waszą uwagę na turkusową ścianę. Ostatnimi laty turkus i wszelkie jego odcienie, wariacje królują w branży wnętrzarskiej i modowej. Gdzie nie spojrzę, wszędzie znajdę turkusowy (lub dla odmiany seledynowy) akcent. Nie powiem, żeby mnie to nie cieszyło... jestem wieloletnią i wielką miłośniczką tego koloru. Nie zdziwi więc was na pewno moja turkusowa ściana! :)


To największa ściana w tym pokoju, stanowi tło dla łóżka, które zgodnie z drugim ulubionym przeze mnie trendem, ozdobione zostało poduszkami przywołującymi skojarzenia z ukochaną Północą. Nie jest to jeszcze skończony projekt. Na razie przyjmijmy, że to wersja "low budget". Ciągle myślę nad tym, jakby tu ożywić i rozweselić tę przestrzeń, by nie wyglądała jak wyjęta z taniego hostelu.


Czuję, że idę w dobrym kierunku, ale wciąż jeszcze nie doszłam do celu. Szukam zagłówka, który by zachwycił moje zmysły, porwał serce i mocno ścisnął, tak, żebym wiedziała, że to ten jedyny na długie lata. Myślę o tkaninowym, nadającym wrażenie przytulności. Znalazłam już kilka firm, które coś takiego produkują, ale nie mają obicia, które by mnie usatysfakcjonowało, więc szukam też równolegle tego idealnego materiału tapicerskiego.


W ogóle pokój na razie wydaje się zimny, pusty i niedokończony. Brakuje mi w nim właśnie tkanin, dzianin, które go wypełnią, ocieplą. Marzą mi się włóczkowe pufy, gruby ciepły pled, oświetlenie "cotton balls", słonecznie żółte zasłony i ciekawe dywaniki w stylu minimalistycznym, lekko wiejskim – w końcu inspiracją projektu był las i sielski czas naszego szczęścia, a więc także "wsi spokojna, wsi wesoła...". Jeśli się uda, to te dywaniki wygrzebię jeszcze w domu po babci... uwielbiam tę skarbnicę! Wygrzebałam w niej już dwa piękne meble z lat 70., które dumnie zdobią naszą sypialnię, a to jeszcze nie koniec. ;-)


Planuję jeszcze znalezienie ładnego obrazu (bądź obrazów), który zawiśnie nad łóżkiem. W tym punkcie plan nie jest zbyt precyzyjny, nie do końca bowiem wiem, o co mi dokładnie chodzi. Nic jeszcze nie wpadło mi do głowy. W grę wchodzą jeszcze półeczki a la plaster miodu, które podbiły moje serce i chyba wyjdę z siebie, jeśli nie zawisną w mojej sypialni.


Na tę chwilę ciągle jeszcze kombinuję, szukam inspiracji i funduszy na dalszy remont. Ogromną radość sprawiają mi meble po babciach, które wspaniale się tu odnalazły, a którym poświęcę oddzielny wpis, bo zasługują na taki. Dzięki babciom właśnie udało mi się ocalić "życie" komodom i kwietnikowi, zaoszczędzić sporo pieniędzy i przy okazji urządzić klimatyczne wnętrze. Czekajcie na kolejny wpis. :-)

Ps. Wybaczcie kolejną serię zdjęć z komórki, ona po prostu zawsze jest pod ręką, gotowa do użycia. Z lustrzanką muszę się naszarpać, a to wymaga czasu i energii, które ostatnio wolę poświęcać córce i mężowi.

9 marca 2016

Projekty. Klęska urodzaju!

Mamy lekkie opóźnienie w blogowaniu, ale wszystko jeszcze jest do nadrobienia. Wprowadziliśmy się już częściowo do sypialni, z radością i bez sentymentu opuszczając salonową kanapę... za co podziękowały nam nasze kręgosłupy. W międzyczasie musieliśmy zawiesić wykończeniówkę, ponieważ musiałam zarezerwować cały swój czas i energię w koncert z okazji wydania nowej płyty Gospel Rain. To był drugi z większych koncertów zespołu, w przygotowaniu którego mogłam aktywnie uczestniczyć. Wierzcie mi, to niezapomniane doświadczenie – wyczerpujące, ale dające tyle pozytywnych emocji, że właściwie nie czuje się zmęczenia... jedynie sny ma się po tym troszkę niecodzienne... ;-)
Prace przy zespole nie odcięły mnie całkowicie od dalszego projektowania i dopieszczania sypialni. Właściwie to wizje są już dopracowane na tyle, że mogłam zakasać rękawy i uprzątnąć kolejny pokój pod remont – gabinet. Ogólny zarys tego pomieszczenia też już zrobiłam. Zakładam zmniejszenie okna na rzecz zamknięcia bezsensownej wnęki, którą jakiś spaczony budowniczy nam zafundował i nie da się z nią absolutnie nic zrobić bez szkody dla sąsiadującej z pokojem łazienki. Zmniejszenie okna i parapetu da mi dodatkowych kilkadziesiąt cennych centymetrów na wyrównanie proporcji obu pomieszczeń, wstawienie ościeżnicy i drzwi do wnęki. Tak powstanie mała garderoba, która pomieści nasze rowery i narzędzia Piotrka. Ponieważ będzie to miejsce do pracy, projekt zakłada umieszczenie biurka, dziesiątek półek na pokaźny (i stale rosnący) księgozbiór, łóżka lub kanapy (w wyjątkowych wypadkach będzie to również pokój dla gościa), stolika kawowego i fotela. To tak pokrótce. Kolorystykę też już dobrałam, dodatki-kurzołapy i ozdoby ścienne też. Teraz projekt czeka na realizację. Nie wiem, czy wyrobimy się z nim tak szybko, jakbym chciała, bo przed wejściem do Komnaty Tajemnic (tak nazwaliśmy nasz przyszły gabinet), musimy zająć się łazienką, na którą z kolei nie mam zbytniego wysypu pomysłów i w dużej mierze będzie to wielka improwizacja. 
Dzisiejszy post nie będzie okraszony zdjęciami mieszkania, ponieważ musiałabym wam pokazać temat następnego wpisu, a wolę potrzymać was jeszcze w niepewności i zrobić wam niespodziankę. Uchylę tylko rąbka tajemnicy i powiem, że będzie on miał związek z pamiątkami rodzinnymi i moją pełną sprzeczności duszą. Na pocieszenie wrzucę jednak coś kolorowego:



Dacie wiarę, że wczoraj minęło czternaście lat, odkąd jesteśmy z Piotrkiem parą!!!

23 lutego 2016

Sypialniane nowości

Żeby nie było, że znów się bloga wyrzekłam, spieszę nadmienić, że prace remontowe trwają, choć rozciągnęły się w czasie z powodów dziwnej choroby naszej dziewczynki... która znosi ją jednak tak dzielnie, że postanowiła wspomóc tatę przy wykańczaniu (niemal dosłownie) ścian. Tylko popatrzcie:



Zgrany duet w akcji:


Jak widać prace powoli posuwają się do przodu. Mamy już położone sufit i podłogę, część listw wykończeniowych (pozostała część musi poczekać kilka dni, bo ma funkcję o wiele ważniejszą niż dekoracyjna, co z kolei wymaga innego podejścia), poprawiliśmy też zabudowę szafy. Postanowiłam wprowadzić modyfikacje do poprzedniego planu, stwierdziwszy, że był on zbyt oczywisty i jednocześnie w żaden sposób nas nie identyfikował. Owszem, ładny był (wiwat skromność!), ale trochę taki jakby przeniesiono go z wystawy sklepowej. A nie o to mi przecież chodziło. Postanowiłam, przy zachowaniu części poprzedniego projektu, wprowadzić motyw przewodni do nowego. Przemyślałam wszystko na nowo i zastanowiłam się nad funkcją tego pokoju. Sypialnia jest miejscem wielkiej intymności, relaksu i odpoczynku. Mamy się w niej czuć możliwie najbardziej komfortowo. Zastanowiłam się nad chwilami, kiedy było nam przyjemnie, kiedy czuliśmy się szczęśliwi, wolni, wypoczęci i zrelaksowani, kiedy opuszczały nas wszelkie stresy i czerpaliśmy z natury to, co nam tylko chciała ofiarować. Przypomniał mi się wtedy gardzienicki las, w którym zbieraliśmy grzyby, rzekę, w której mój mąż łowił ryby, łąkę, na której słońce tańczyło beztrosko po mojej twarzy... Wybór leitmotivu wydał się wręcz oczywisty.

fot. Leroy Merlin


 Las. Do niego odsyła nas nie tylko tapeta, ale i kolorystyka – postawiliśmy na brązowe elementy dekoracyjne takie jak belki sufitowe, w których umieściliśmy oświetlenie:


Wymyśliłam je sobie, chciałam kupić – widzieliśmy takie z tworzywa w jednym z marketów budowlanych, ostatecznie jednak zdecydowaliśmy się na naturalne drewno i samodzielny wyrób "belek". Część mebli, jak już wiecie, jest w pokoju biała (szafa, komódki nocne), łóżko i dwa pozostałe meble-niespodzianki (którym poświęcę odrębne wpisy) pozostały brązowe, więc wszystko ładnie się ze sobą komponuje. Powoli wyłania się całkiem przytulny pokoik, w którym miło będzie spędzać czas.

1 lutego 2016

Remont sypialni. Część 1.

Stało się. Wreszcie. Z Nowym Rokiem zaczęliśmy remont sypialni. Co prawda z lekkim opóźnieniem, bo moje plany zakładały zakończenie go do końca poprzedniego roku, ale, jak mówi stare przysłowie pszczół, lepiej późno niż wcale. Plany remontowe, choć pokój nie jest zbyt duży, zakładały całkiem sporo poważnych zmian: obniżenie i ocieplenie sufitu, położenie nowej elektryki, wymianę okna, położenie nowej podłogi, malowanie ścian, tapetowanie, zakup dodatkowych mebli i elementów dekoracyjnych.... Możecie sobie odświeżyć pamięć, przeglądając posty z poprzedniego roku (nie ma ich aż tak dużo, hehehe). Na pierwszy rzut poszły zmiany w dotychczasowych planach. Doprecyzowaliśmy wygląd nowego sufitu i oświetlenia.


Sufit obniżyliśmy o kilka centymetrów i ociepliliśmy. Ten zabieg szybko utwierdził nas w przekonaniu, że przez ostatnie lata traciliśmy całą masę ciepła, przez co pozbawialiśmy się również przytulnej atmosfery w pokoju. Takie zabiegi czekają jeszcze pozostałe pokoje w naszym domu. Póki co skupiamy się na sypialni.



Moi dzielni pracownicy spisali się na medal, ale o tym w następnym wpisie.

Kama.