11 marca 2017

Pożegnianie

Witajcie moi czytelnicy. Miło mi, że jeszcze ktoś tu czasem zagląda. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że kiedyś zabraknie mi  czasu i energii do blogowania. Wydaje mi się, że wyczerpałam już pomysły na prowadzenie tego bloga. Stał się nudny, monotonny, nieciekawy. Nie chcę prowadzić publicznego pamiętnika, w którym nadal będę dzielić się prywatnymi sprawami. Zmieniłam się i już nie czuję takiej potrzeby. Dlatego podjęłam decyzję o zamknięciu "Lawendowego wzgórza". Być może za jakiś czas powiadomię was o stronie, na prowadzenie której mam pomysł i sporo zapału. Tymczasem żegnam się, dziękując za lata wspólnego blogowania. Ściskam was serdecznie. 

Dokładnie za dwa tygodnie strona wygaśnie.

12 lutego 2017

Jedz, módl się i kochaj!

Znacie tę piosenkę Majki Jeżowskiej o spełnionych marzeniach? Jeśli nie, to poszukajcie w internetach, bo to mądry utwór jest. :-) Leci mniej więcej tak: "marzenia się spełniają, tylko stale, stale myśl o nich, myśl. Ściskaj kciuki co sił!", ja w tym miejscu dodaję jeszcze: "i szczerze się módl". Domyślacie się, co staram się wam przekazać? Taaaaaaaaaaaak, taaaaaak, tak! Otwieramy własną kawiarnię.


19 października 2016

Lubię, kiedy kobieta...nie, nie kobieta, jesień...

... za oknem, choć pozornie mało inspirująca, pobudza mnie w domu do stworzenia tej charakterystycznej ciepłej aury zacisza pachnącego kawą, miodem i  korzeniami, ozdobionego wrzosem i kasztanami... pełnego dźwięków strzelającego w kominku ognia, cicho w dali płynącej spokojnej muzyki. W takiej atmosferze miłość unosi się i tańczy w wyjątkowy dla siebie sposób. Od razu jest wszystkim cieplej i przyjemniej. Problemy jakby zostawały za drzwiami, odstraszane potęgą tej wyjątkowej chwili.



Warto jest znaleźć każdego dnia kilka takich wyjątkowych chwil, które nas odprężą, sprawią, że przypomnimy sobie, jak pięknie i przyjemnie jest być razem, cieszyć się sobą. Tak łatwo mi o tym zapomnieć w pośpiechu codzienności. 




Tym bardziej cieszą mnie te cenne minuty, które uda mi się wyłowić i spędzić z Mają. Dzisiejsze zdjęcia pokazują nasze wczorajsze wieczorne pieczenie. Domyślacie się pewnie, ile było śmiechu i radości w tym nowym doświadczeniu. A ile dziś pysznych doznań!


Pięknego dnia, moi Czytelnicy.

Link do przepisu: http://szpilka-w-kuchni.blogspot.com/2016/10/korzenne-jesienne-ciasteczka.html#links

Kama.

3 października 2016


Dawno mnie tu nie było, oj dawno. Sporo się dzieje w moim życiu i to dlatego tak rzadko bloguję. Częściej znajdziecie mnie na Facebooku albo na Instagramie, tam po prostu wszystko dzieje się szybciej i zajmuje mniej czasu. No ale skoro już raz podjęłam się pisania bloga, to wypadałoby choć raz na jakiś czas odwiedzić to miejsce i coś po sobie zostawić.
Kilka miesięcy temu dostałam nową pracę. Teraz realizuję się jako baristka, co sprawia mi wiele radości i satysfakcji. Nie sądziłam, że przebranżowienie może być tak bezbolesne i łatwe. Pracuję w małej kawiarni na lubelskim lotnisku. Codziennie spotykam cudownych ludzi, uśmiechniętych, cieszących się z powrotu do domu, albo podekscytowanych lotem za granicę. Oczywiście są też tacy, którzy cierpią z powodu konieczności rozłąki, ale należą do zdecydowanej mniejszości. Chyba powoli przyzwyczajamy się do takiej rzeczywistości. 


Lotnisko zdążyło mnie nauczyć o wiele szybciej niż hotel, czym jest właściwa obsługa klienta. Wykorzystuję w nowej pracy wszystko, czego nauczyłam się i co wykorzystywałam w pracy menedżera hotelu - pod tym kątem te prace w ogóle się nie różnią. Może z tym wyjątkiem, że na lotnisku jest mi zwyczajnie przyjemniej i mam mniej stresu.
Jako menedżer realizuję się dalej, ale w zupełnie innej branży. Awansowałam w strukturach Gospel Rain, przez co obowiązków mi przybyło, ale też i przyjemności.

Nastała jesień i życie wskoczyło na wolniejszy bieg. Stale szukam odpowiedniego lokalu na własną kawiarnię. Mam w głowie całe mnóstwo pomysłów, których nie mam gdzie realizować...  Po cichu liczę jednak, że tam w niebie ciągle o mnie pamiętają i skoro dali mi odwagę marzyć, to dadzą też szansę na realizację marzeń. :-)